najniebezpieczniejszych szczytach i szlachetnie marzącej we śnie o swoiem szczęściu i nieszczęściu". O Rossinim i Weberze mawiali Warszawianie, że "ieden olimp, a drugi piekło wziął w podział", zaś dopiero "z tych prądów (iak Wenera z Piany morskiej) zjawił się Młodzieniec Wincenty Bellini, który korzystaiąc z ich ienjalnego przodkowania, zwrócił śpiew do tonu fundamentalnego, to iest: do wzniosłej deklamacji zgodnej z naturą wykształconych uczuć ludzkich". Mozart - rozważano - mało napisał oper, bo żył krótko, szafując "włókna swoich uczuć" - podobnie i Bellini "zbyt wartko wysnuł nić życia swoiego". Wdzięczność dla kapelmistrza Karola Kurpińskiego, który nie tylko przełożył dzieło z włoskiego, ale nim i dyrygował, nie miała granic, a pani Rywacka za swój głos "przytłumiony, a razem nadpowietrzny", "zwłaszcza też w chwilach kiedy zostawała w lunatyzmie"... oraz panna Józefa Turowska, dobra znajoma rodziny Chopinów, za "rodzaj patetyczny" znamionujący jej śpiew - nieustannie podczas reprezentacji okrywane były oklaskami. Zaraz też w Składzie nut Sennewalda pojawiły się "ułożone na ięzyk polski przez K. Kurpińskiego": Kawatyna Lizetty "Głos radości", Kawatyna Aminy "Ten błękit Nieba",
— 39 —
Polecamy: