A tymczasem znowu Warszawa została "uszczęśliwiona" - jak podawała prasa - widokiem... tym razem zaś "Swego Najmiłościwszego Monarchy", którego przybycie wraz z małżonką i córką Olgą zwiastowały w dniu 28-ym maja grzmoty dział Cytadeli i bicie wszystkich dzwonów oraz i dzwonków katedralnego soboru przy ulicy Długiej. Znowu tedy na tarasie łazienkowskim grały orkiestry wojskowe, nakazana zaś po zachodzie słońca iluminacja zamieniła miasto nieledwie w paradną salę balową. Sam Bank "od spodu do szczytu kopuły był oblany iakby morzem światła", zapalono bowiem na gmachu 4000 lamp i 1000 kagańców - przesadzały się też w użyciu światła pałace Komisji Rządowych, pałace Briihlowski i tak zwany Prymasowski, a jeszcze i Komora Celna, i Ratusz, i Teatr Wielki, i pałac Krasińskich, i Instytut Głuchoniemych, pomnożony właśnie o świeżo nabytą kamienicę dla Ociemniałych... Tu i ówdzie w "przeźroczach" jaśniały połączone cyfry pary monarszej, jak choćby z tych najparadniejszych to przed cukiernią pana Tozio na Krakowskim Przedmieściu i w oknie mieszkania Szuberta przy Nowym Świecie. Przy okazji zaś carskiej wizyty mówiło się dużo o odbytych na początku maja zaręczynach cesarzewicza z księżniczką Marią Heską i o chorobie
— 37 —