iedynie, aby mógł w bezczynności przepędzić życie. Jeśli Królowa nie iest w stanie utrzymywać swoiego małżonka, toć on może tak pracować iak robotnicy w Suffolk..."
Zagasił już przecie Hymenajos pochodnię nad jaworowym, malowanym na zielono łożem królowej, a i my także zostawmy warszawskie wesela, choć były to może, jeśli się zdarzyły, największe festyny, w jakich brać mogła udział Ludwika Jędrzejewiczowa, która - podobnie jak jej siostra - uciechy tego świata ograniczała do spotkań rodzinnych, przyjacielskich i rzadszych od nich - towarzyskich, z opowiadań jedynie i opisów dowiadując się, że długi w tym roku karnawał "w kronice balów i zabaw epokę stanowić będzie", że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą i wszystko mu sprzyjało, że więc nikomu nie przyniósł szkody, bo "nikt się nie przeziębił, nikt bardzo nie chorował, nikt przez nieostrożność życia nie utracił; a dawniej ileż to liczono ofiar karnawału!"
Wszelako jemu to samemu należało się "trafne epitaphium":
— 16 —