Buchholtza, i na fortepianie Zdrodowskiego... List Liszta do panów Kralla i Seidlera z wyrazami pochwały oraz i podzięki "za te wyborne instrumenty", przetłumaczony z języka francuskiego i ogłoszony w 110 numerze Kur jera Warszawskiego z 27 kwietnia - nie mógł, rzecz jasna, ujść uwagi rodziny Chopinów, która przychylna z dawien dawna Buchholtzom na pewno wolałaby, aby zaszczyt przypadł panu Julianowi Buchhbltzowi, synowi wdowy, którego to kilkoletni pobyt w Wiedniu, Paryżu i Londynie postawił nie tylko "w możności utrzymania reputacji zgasłego Ojca", ale dzięki "przysposabianym modelom" zapewniał w niedalekiej przyszłości "miejsce w rzędzie najpierwszych europejskich Organmistrzów". Pan Julian już na początku tego roku pomiędzy ukończonymi fortepianami z mechaniką wiedeńską i angielską miał fortepian z mechaniką paryską, zwany "Vertical", zbudowany z drzewa palisandrowego, w guście jak najnowszym... Przecież właśnie minie dwa lata, jak pan Mikołaj obarczył syna zleceniem w sprawie udającego się do nadsekwańskiej stolicy Juliana Buchholtza i jak to za przyjazdem pana Juliana do Paryża Chopin, będący naówczas w Nohant, wywiązał się z danego mu przez ojca komisu, posyłając Fontanie "list do Pleyela dla Buchholtza..."
— 63 —