się rozpłakał i nic nie kaszlał".
Choćbyśmy wszelako nie odgadnęli wszystkiego - jedno jest pewne, że Warszawa nie mniej od Krakowa szalała za Lisztem, a tam ci przecie po trzech koncertach Mistrza orzeczono, że "Lisztzostaie dotąd nieporównanym; może mu kto zrówna jutro, pojutrze, za rok, za 10 lat, za 100 lat, to może być (...); może go kto nawet przewyższy, ale dziś to ieszcze nikt!" Co tam! Warszawa nie dałaby się nikomu "wyprzódzić" w entuzjazmie, toteż na dwa dni jeszcze przed wyjazdem Artysty wyszedł z Litografii Franciszka Schuster "nowy elegancki listowy Papier z wizerunkiem Liszta", zaś cukiernia teatralna Loursa przysposobiła na podarunki wielkanocne dla Dam - tualetki cukrowe składające się z takich drobiazgów, jak nożyczki, grajcarki, igiełki etc, złożone w gęsim jaju bogato zdobionym, przy czym "ta nowość ma nazwisko Liszta". A ileż to było zebrań, ile obiadów na cześć Wirtuoza wydanych; na jednej zaś z biesiad otrzymał od wielbicieli srebrną czarę roboty znanego warszawskiego artysty-złotnika Malcza.
Podczas zaś, kiedy w Wielką Sobotę zawierucha śnieżna
— 60 —