o nowego potomka i interesujący wielością wydarzeń, zanim jednak powinszujemy Kalasantostwu czwartego dziecka, a państwu Mikołajostwu nowego wnuka - upłynie jeszcze w Wiśle sporo wody, zanim też poniesie nas nieuchronny bieg dni bez mrozu tym razem zjawionego nowego roku - obejrzyjmy się poza siebie, bowiem przeszłe dwulecie niejednego w wieczność uniosło, niejedno też ku pociesze żyjących nowe zostawiło istnienie. Nie odwiedzi więc już nigdy domu Jędrzejewiczów, na Podwalu, wuj Kazimierz Borakowski, zmarły w wieku lat 56 w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1841 roku, równo więc w trzy lata po zgonie swej małżonki, Marianny z Makarowiczów - i nie przekroczy progu domu Barcińskich i Chopinów najserdeczniejszy, wierny od lat przyjaciel, ba, familiant prawie, Wojciech Żywny, zgasły w wieku 86 lat 21 lutego 1842 roku. A ostatniej za życia swego jesieni chorujący zdążył przecie wyzdrowieć na imieniny pana Mikołaja i ostatnią w swym życiu Wilię Bożego Narodzenia też jeszcze razem z rodziną Chopinów spędził. "(...) przy mnie skończył" - napisała równo w miesiąc Ludwika do brata. A "familija" nic znać nie dała o słabości i nawet sam gospodarz domu Kirkow, zaprzyjaźniony serdecznie ze starym metrem, a też nic o chorobie nie wiedział.
— 5 —