przechowywała Izabella najdroższą relikwię, fortepian Fryderyka... Zniszczył zły los listy pisane w tym okresie czasu i żadna moc nie odtworzy nam już, choćby w części, treści prowadzonej między gościem a domownikami rozmowy i nie policzymy uśmiechów i łez wzruszenia... Imaginacją też już tylko wsparci, a i wspomożeni utrwalonymi na konterfektach rysami twarzy - ujrzeć możemy, jak na bladym dagerotypie, panią Justynę... o źrenicach błękitnych, przecie z wiekiem i na skutek niedomagań wzroku przygasłych już nieco... A na głowie też ci, jako i dawniej, i jako zwyczaj jeszcze i dziś nakazuje - czepiec z blondyny... a na ramionach może jeszcze ten sam szal ciemny czy chusta, ze wschodnim szlakiem... tak jak na portrecie przez pana Mieroszewskiego uzdatnionym. I pan Mikołaj w tym samym może jeszcze odświętnym fraku, w białej pod szyją chuście, korespondującej już ze srebrzystością włosów. 1 Izabella, zda się, ta sama, z tą samą skromnością i dobrocią w wyrazie twarzy, przecie jakaś godniejsza w powadze zamęścia, w roli opiekunki swych najdroższych rodziców i dwóch wychowanek, siostrzeniczek jej męża... Także i pan Antoni... taki samiutki zapewne, jak na ocalałej, zrobionej w kilka lat później fotografii... A
— 48 —