wzruszającego spotkania. Nie dowiemy się też nigdy, kto i ilekroć razy podchodził z niecierpliwą ciekawością do okien, opatrzonych jeszcze przeciw zimnu, nie otwieranych tego roku... Kto wysłany był do bramy na zwiady, czy już gość nadjeżdża? Kto go pierwszy wysiadającego z pojazdu dostrzegł? Kto go w drzwiach otwartych powitał? Zapewne nie pan Mikołaj, nie tyle zresztą dla godności wieku, ile dla chłodu w sieni panującego, bo też i bardziej kaszlem dręczony. Był nim może Antoni Barciński, gospodarz wszak posesji Nro 1255 przy Nowym Świecie, w obejście której miał wejść gość rzadki, a i przez królów chętnie witany, wśród zaś wychodzących z powitaniem naprzeciw przybyłego - prócz rodziców Fryderyka i Izabelli znaleźli się zapewne, i nie mogło być chyba inaczej, również i Kalasantostwo Jędrzejewiczowie, choć w tym familijnym gronie zabrakło przecie liczącego się prawie krewniakiem - nieodżałowanego pana Żywnego. Nie dowiemy się już nigdy, czy przyjmowano gościa na drugim piętrze, u państwa Mikołajostwa, czy na pierwszym piętrze zajmowanym przez Barcińskich (a "na pierwszym piętrze są dwa pokoje i gabinet, na drugim piętrze toż samo rosporządzenie"), gdzie to u siebie właśnie
— 47 —