życie i iego zmienne koleie; lecz dość wcześnie zdążył zamknąć się w sobie samym, sobie samemu wystarczyć. W zaciszu serca swego znalazł harmonją, której na zewnątrz darmo szukał. Znalazł mówię, i znajduie w dobranem gronie pokrewnych, przyjaciół, w towarzystwie z najgenjalniejszą kobietą (z Panią Dudevant) (George Sand), spokojność i nagrodę za to, co świat zowie iego zasługami>".
Co zaś do Liszta... Zanim danym było Warszawie usłyszeć tego "Szatana muzyki", jak ochrzci Mistrza, zgodnie z romantycznym duchem czasu i modą, cyganeryjna młódź artystowska - przewinęło się przez stolicę w pierwszym kwartale tego roku wielu znacznych artystów, nie licząc grających po domach i kawiarniach - owych "pielgrzymujących" (zresztą już od lat dziesięciu i najczęściej z Czech i Niemiec) panien, śpiewaczek, skrzypczyń i arfistek, oraz i muzyków uzdolnionych tak w klarynecie, jak i w innych instrumentach, żeby wymienić choćby panny Ensman koncertujące w kawiarni, w domu Baroka, przy rogu Trębackiej i Krakowskiego Przedmieścia, a dalej panny Bittner, panny Brotz, panny Frank, panny Noires, panny Szyld, czy wreszcie na uznanie zasługujący
— 26 —