donosiła jeszcze i Ludwika, że po ciechocińskiej kuracji jeżdżąc po znajomych widziała Antosia; "teraz najwięcej siedzi w Toruniu, bo i bella jego tam jest. Ślub może w tym miesiącu; mają kupić majątek w Prusiech i tam osiąść albo w Księstwie. Starzy niekontenci, wszyscy; tylko oni kontenci..." Matka Antosia "to uważa za karę Pana Boga, co przytwierdziłam - przyznaje się Ludwika - i dobrze, lubo futura to dobre stworzenie"... Mimo przecie szczerych rozmów ze starymi Wodzińskimi, których parę razy odwiedziła, a były i usilne prośby ze strony młodych Józefostwa Skarbków o przyjazd do nich ("Przysyłali nawet umyślnego o 6 mil do mnie, kiedy mają przysłać, ale nie byłam; nie przez rencunę, ale że nie..") - Ludwika jeszcze i na odjezdnem z tamtych stron, widząc ich wszystkich razem rada była wiedzieć, "co każde w duszy myśli"; "bądź co bądź mariage An[toniego] dręczy za wszelkie winy. Żebyś Ty był tylko zdrów, spokojny i szczęśliwy" - kończy w swym dopisku sprawę Wodzińskich Ludwika...
Żeby tylko Fryderyk był zdrów... Nie wiedzieli jednak jego ukochani, że już przed rokiem pluł krwią, że dostawał dychawicy... Jeszcze jak żył Matuszyński Jasio
— 16 —
Polecamy: