łokcia. Ile mi się jednak zdaje, to lepszy z niego gracz będzie, jak z Krogulskiego. Zdanie, z którym się jeszcze odezwać nie śmiałem, choć już kilka razy za język ciągniony byłem". Wszelako jednak Józio Krogulski wiernym pozostał muzyce, podczas gdy Leśkiewicz poświęcił się karierze urzędniczej. Rozminęły się zaś ich drogi jeszcze raptowniej ; w jednym i tym samym bowiem roku 1842-im, w którym przed Krogulskim rozwarły się wrota śmierci - do Antoniego Leśkiewicza uśmiechnął się bożek hymenu. A i o jednym jeszcze Antonim bożek ów nie zapomniał; a to o Antosiu Wodzińskim, pensjonarzu przed laty państwa Mikołajostwa, bracie Marii, na teraz Józef owej Skarbkowej (a "Hrabs[two] młodzi [Skarbkowie] nic nie mają młodego, ona cierpiąca ciągle"), który po wszystkich przymusowych po powstaniu listopadowym wojażach, po przygodach hiszpańskich w ochotniczym pułku ułanów polskich, będącym w służbie, królowej regentki Krystyny przeciwko pretendentowi do tronu, don Carlośowi, po wszystkich wreszcie tarapatach natury finansowej (długi też i u Fryderyka, i dawniejsze u pana Mikołaja) i romansowej z "metresą do fortepianu" (poleconą pani Sand dla jej córki, przez Fryderyka) Marią de Rozieres, która - że
— 14 —