napuszczonym i utrwalonym na blasze pod wpływem światła lub gorąca". Cóż! we Francji, w Bordeaux, pan Toselli przenosił nawet portrety dagerotypowane na kość słoniową z utwierdzeniem oraz kolorów! A w Paryżu?... Jeśli w Paryżu - jak obliczono - dagerotypowano rocznie 10 000 osób i ceny zostały tak zniżone, że za portret płacono już tylko jednego franka - czyż można wyobrazić sobie, że do roku 1843-go, że do wiosny 1844 roku, wśród dagerotypowanych osób zabrakło Fryderyka Chopina? Może więc jakiś wcześniej powstały od znanego nam, opatrzonego przypuszczalną datą: "ok. r. 1846", dagerotyp - zdążył jeszcze ukontentować starego ojca? Nigdy się już pewno nie dowiemy, kogo z warszawskich przyjaciół obarczały obie strony serdecznymi komisami, nie powróci nam też pewno nigdy wszystko ze sobą uprowadzający czas... cieniutkich miedzianych płytek z utrwalonymi na nich, na wieczną pamiątkę, rysami twarzy.
— 120 —