samego 1842 roku leci od Frycka do kochanego pana Elsner wieść, jak to "Jm się tutay powiodło - wielu się podobali - powinni być szczęśliwi z tego - i Pan Damse także"; i niech mu pan Elsner raczy powiedzieć, "ile iego dzieci (jak ie nazywa) tutay efektu narobiły". A jeszcze i komisem Nideckiego zająć się musiał Fryderyk, więc wkrótce, bo pod datą 30 listopada, list wysłany do kochanego Tomasza w sprawie owego szukania i angażowania harfisty dla Wielkiego Teatru. Przecie zostawiwszy już one "komisa" - nie sposób bez niepopełnienia niedyskrecji nie wspomnieć o szczególniejszym komisie pani Mikołajowej, a to też z roku 1842 jeszcze, z marca, a będzie ona miała do Frysia "prośbę, czyli interes, bo matka nie powinna dziecka prosić, a dobre dziecko i szczere, jeżeli może bez uszczerbku własnych potrzeb, a broń Boże pożyczki na to, powinno powiedzieć otwarcie: tak lub nie". A chodzi tu o trzy tysiące złotych polskich; "Ojciec o tern nie wie; gdyby wiedział, zmartwiłby się bardzo, a naturalnie trzeba je oddać (...)", tedy, jeśli Fryderyk będzie mógł "w przeciągu roku, nie razem, ale częściowo ich przysłać" - to niech na ręce Barańskiego napisze...16
No i cóż jeszcze z owych wspominków dwulecia,
— 12 —