urodzonemu - jak dobrze pamiętamy - w dniu 23-cim lipca roku teraźniejszego, nadano na Chrzcie świętym, "poprzednio z wody tylko a w dniu wczorajszym z ceremonii", przez prałata Jana Dekerta odbytym, imiona: Antoni Żelisław, w kumy zaś poszli: Antoni Barciński z Humellą Moszkowską, Kanoniczką Warszawską.
No i były to już ostatnie chrzciny na Podwalu, a dzieciska, dzięki Opatrzności, chowały się jakoś, czego nie można było powiedzieć o domach przyjaciół i znajomych. O ile bowiem początek bieżącego roku stał pod znakiem chrztów - o tyle koniec roku, we względzie dzieci, zasępił się niepomiernie. Wprawdzie już w marcu umarł kilkunastodniowy synek państwu Jakubostwu Tatarkiewiczom, teraz zaś, bo 5 grudnia, zmarło się małej, 2-letniej Wiktusi Ziemięckiej, córce pana Antoniego i pani Eleonory z Gagatkiewiczów. Nie szczęściło im się jakoś, odkąd się wyprowadzili z Podwala, z posesji sąsiadującej z posesją Jędrzejewiczów - na Miodową do pałacu niegdyś Teppera. Źle się też działo u Radcostwa Wojciechostwa Rogozińskich na nowym mieszkaniu, na Wareckiej. Ani bowiem większy tytuł, ani obszerniejsze mieszkanie nie były w
— 115 —