Niestety, gdy o tym wspomniał pani Sand, a ta porozumiała się z dziećmi, tj. głównie z Maurycym i Augustyną, rezolucja wypadła na niekorzyść Nowakowskiego: nie życzono sobie, by przyjeżdżał do Nohant, pomimo że takiej niegościnności nie okazywano dla innych przyjaciół pani Sand, jak na przykład względem Stefana Arago, który właśnie w tym czasie miał przyjechać na czas jakiś. Jakoż była to najzwyczajniejsza szykana względem Chopina, któremu chciano zrobić na złość: wiedziano, że bardzo pragnął przyjazdu Nowakowskiego, więc mu postanowiono odmówić tej przyjemności. Że do tego głównie przyłożyli ręki Maurycy i "kuzynka", że z ich poduszczenia pani Sand nie chciała zaprosić Nowakowskiego, że gdyby nie oni, to z pewnością nic by nie miała przeciwko temu, o tym Chopin wiedział doskonale. W każdym razie odczuł wyrządzoną mu przykrość, co go musiało boleć tym bardziej, że miał świadomość intencji i rozmysłu, bardzo widocznych w tej niczym nie uzasadnionej niechęci do jego przyjaciela z czasów warszawskich. W tym uczuciu, naturalnie nic nie dając do poznania, ile go kosztowało proste stwierdzenie tego faktu, tak pisał o tej sprawie w liście do rodziny z dnia 11 października: "Za miesiąc myślę już być w
— 86 —