zawsze umiał zapanować nad sobą, nad swymi rozdrażnionymi nerwami, i raz po raz dawał uczuć komu należało, że mu się to nie podoba, co o tym wszystkim sądzi. Ale bo też nie brakło zajść tego rodzaju, że w nim gotowało się wszystko, że nie mógł powstrzymać się, by nie zataić swego oburzenia, któremu też niejednokrotnie dawał dobitny wyraz, co oczywiście nie poprawiało sytuacji, ale sprowadzało jeszcze większe zaognienie we wzajemnych stosunkach. Tak na przykład Maurycy i Augustyna coś sobie upatrzyli do ogrodnika i Françoise, dwojga starych sług, nadzwyczaj przywiązanych do pani Sand, którym jednak różne sprawki panicza i jego kuzynki, co na niego "kalkulowała", z natury rzeczy musiały się nie podobać. Jako starzy domownicy, pamiętający jeszcze babkę pani Sand, widocznie korzystali z pewnych szczególnych praw, na których podstawie nie zawsze potrafili znosić różne szykany, które im robili Maurycy i Augustyna, nie zawsze starali się im przypodobać i pochlebiać, nie zawsze byli posłuszni ich niedelikatnym zachciankom i kaprysom, a może czasami nawet, bo i to nie mogło być wykluczone, wprost szli ze skargą na nich do pani domu. Jakkolwiek rzecz się miała, skończyło się na tym, że pani Sand,
— 84 —