nie poruszać. Było to bardzo sprytne z jego strony, bardzo dyplomatyczne i kto wie nawet, czy to jego milczenie, ten brak domyślności, tak trudny do zrozumienia w danym razie, nie irytował pani Sand, nie krzyżował jej planów, nie przyprawiał o zakłopotanie, nie stał się tym fantem, z którym nie wiedziała, co począć. Nie jest to wykluczone bynajmniej. Co pewna, że w tym razie, przez to swoje dyskretne milczenie Chopin okazał się graczem nie lada, który doskonale zaszachował swą partnerkę, jakby jej dał mata. Nie wiadomo, jakie zamysły żywiła pani Sand, pisząc Lukrecję Floriani, czy w ogóle żywiła jakiekolwiek, lecz jeśli miała zamiary, które myślała osiągnąć za pomocą tej powieści, to je Chopin sparaliżował i zniweczył, i to tak prostym środkiem jak pozorna niedomyślność. Nie znaczy to jednak, by się nie domyślał wszystkiego, by się nie poznał w księciu Karolu, on, który był tak wyjątkowo inteligentny i pojętny z natury.
W czym jednak pani Sand ma najzupelniejszą rację, to w tym, że Lukrecja Floriani w minimalnym stopniu jest obrazem tego stosunku, jaki ją łączył z Chopinem. Czy
— 71 —