zaczerpnęła z bezpośredniej obserwacji, wprost z natury, co Chopinowi aż nadto dobrze musiało być wiadome. To, co dla całego świata było okryte tajemnicą, to nią nie mogło być dla Chopina, który czytając Lukrecję Floriani, doskonale umiał odróżnić, co w niej było Wahrheit, a co Dichtung, co pani Sand wzięła z życia, a co dotworzyła wyobraźnią, co było wierną kopią rzeczywistości, a co było wymysłem powieściowym. Chopin był nie tylko podejrzliwym, jak to sama pani Sand zaznacza z naciskiem, ale odznaczał się niezwykłą przenikliwością umysłu. Dlatego trudno przypuścić, żeby czytając Lukrecję Floriani, mógł się nie poznać w postaci księcia Karola. Że z tym nie zdradził się przed panią Sand, że wszystko, co mu przy czytaniu tej powieści przychodziło na myśl, zataił w sobie, udając, że nie domyśla się niczego, to była jego polityka, równie zręczna, jak pełna delikatności. Nic łatwiejszego jak zainterpelować panią Sand, czy jego miała na myśli, kreśląc postać księcia Karola; jeśli Chopin nie uczynił tego, jeśli nie dał poznać po sobie, że wie, czyim portretem jest książę Karol, to miał w tym swoje wyrachowanie, które mu ponad tą kwestią nakazywało przejść do porządku i w ogóle kwestii tej
— 70 —