grać choremu. Musiał grać wspaniale, bo niebawem z piersi chorego, do głębi wzruszonego boską muzyką mistrza, rozległo się głośne łkanie. Ale jednocześnie ta natchniona gra zdawała mu się przywracać życie i siły. Usiadł na łóżku, słuchał, słuchał rozmarzony, aż w końcu zalał się rzęsistymi łzami. Ogólne wzruszenie, które ogarnęło obecnych, udzieliło się i Chopinowi, tak że nie mógł grać więcej... Gdy pani Cavaignac, przestraszona tym nadmiernym wzruszeniem syna, nie potrafiła zapanować nad sobą, żeby nie okazać swej obawy, chory, skupiając resztę sił, rzekł słabym zamierającym głosem:
- To nic, matko, nie bój się niczego. Ach, cóż to za rozkosz słuchać muzyki, takiej muzyki!
W kilka dni po tej wzruszającej scenie Cavaignac leżał już na marach...
Jeszcze przed pogrzebem "La Réforme" otworzyła listę składek na pomnik dla zmarłego. Składki posypały się bardzo obficie. Wszyscy przyjaciele nieboszczyka, w tej liczbie pani Sand jedna z pierwszych, złożyli po sto
— 6 —