Skończyło się na tym, co zresztą z góry było do przewidzenia, że pani Chopinowa, gdy księżna Obreskow w powrotnej drodze zatrzymała się w Warszawie, nie dała się nakłonić do pojechania z nią razem, kontentując się tym, że raz po raz ktoś przyjeżdżał z Paryża, ktoś z dobrych przyjaciół i znajomych Fryderyka, i przywoził jej bezpośrednie o nim relacje.
Takich zaś, co, jak Gutmann na przykład, z Paryża przyjeżdżali do Warszawy, przywożąc nie tylko wiadomości o Chopinie, ale i polecenia od niego, żeby w jego imieniu "uściskać wszystkich na Podwalu i Nowym Świecie", było bardzo wielu. Na początku roku 1846 (lub w samym końcu 1845) przejeżdżała przez Warszawę, gdzie nawet wystąpiła w Teatrze Wielkim, pani Viardot-Garcia. Samo się przez się rozumie, że jako jedna z najserdeczniejszych przyjaciółek Chopina nieomieszkała odwiedzić jego rodziny w Warszawie, co mu zresztą przyrzekła solennie. "Viardowa także - pisał o tym Chopin jeszcze w lecie - jak przez Wasze miasto przejeżdżać będzie, mówiła mi, że Was odwiedzi. Śpiewała mnie tu swojej kompozycji hiszpański śpiew,
— 52 —