Umarł także Artôt, skrzypek, serdeczny przyjaciel Chopina, ten sam, co odwiedził jego rodziców w Warszawie. "Ów chłopak, taki mocny i czerstwy, pleczysty i kościsty, umarł na suchoty w Ville d'Avray temu parę tygodni. Jakem przed wyjazdem był w Ville d'Avray (przejeżdżaliśmy tamtędy, jadąc do Wersalu) odwiedzić moją chrzestną córeczkę Albrechtównę, jechałem razem z panią Damoreau. Ona go pielęgnowała i już wówczas mi mówiła, że bardzo z nim źle było. Żałuję pani Damoreau, co szczerze była do niego przywiązana. Razem podróż odbywali zaprzeszłego roku do Ameryki. Nikt by był, widząc nas obu, nie zgadł, że on wprzód i na suchoty umrz e."
Tymczasem zbliżał się Nowy Rok, czas podarków we Francji jak u nas na Boże Narodzenie. Dla Chopina równało się to absolutnemu brakowi spokoju. "Widzicie - pisał do swoich na tydzień przed tym dniem uroczystym - czy można mieć głowę na karku przed Nowym Rokiem tutaj. Dzwonek nie przestaje hałasować u drzwi. Tutaj Nowy Rok niedobrze się anonsuje dla złej pogody; kupcy się skarżą, że nie było tyle flaneurów ile zwykle. Ja jeszcze nie puściłem się na miasto za moimi sprawunkami.
— 46 —