zniecierpliwienia, upłynęły całe święta. Nie podniosło to ich świątecznego nastroju, zwłaszcza że pani Sand, może ulegając perswazjom Chopina, zdecydowała się położyć do łóżka. W tej atmosferze szpitalnej, która zaległa cały dom pani Sand, jeden Chopin, choć i on kaszlał nieznośnie, nie poddawał się ogólnemu zniecierpliwieniu, bo ponieważ ze wszystkich najmniej miał zdrowia, więc był najcierpliwszym na wszelkie dolegliwości fizyczne. Nawet nie tracił dobrego humoru, choć chwilami był to jedynie tzw. Galgenhumor, jak tego dowodził jego obszerny list do swoich. W zakończeniu tego listu, pisanym 26 grudnia, tak malował Chopin sytuację w domu: "Wczoraj i dziś w łóżku leży pani Sand, ma ból gardła. Trochę lepiej. Za parę dni zupełnie zapewne będzie dobrze... Solange także zakatarzona. Ja najmocniejszy... Nigdy się o mnie nie turbujcie. Pan Bóg na mnie łaskaw".
Istotnie, sam dziwił się niekiedy, że kiedy on, od tylu lat wciąż robiący wrażenie kandydata na tamten świat, trzymał się jakoś, inni spośród jego przyjaciół i znajomych, choć bez porównania zdrowsi i silniejsi od niego, jedni po drugich wynosili się na
— 44 —