rwetes zaczyna." Mimo to znalazł dość czasu, żeby skończyć swoją Sonatę z wiolonczelą, co nawet uskutecznił w ciągu paru dni, skoro już 24 grudnia pisał do rodziny: "Spróbowałem z Franchommem trochę mojej Sonaty z wiolonczelą, i dobrze. Nie wiem, czy będę miał czas tego roku ją drukować".
Istotnie czasu miał niewiele choćby dlatego, że odkąd znalazł się z powrotem w Paryżu, wciąż go odwiedzali różni dawniejsi znajomi. Dość powiedzieć, że w ciągu grudnia miał wizyty Klengla z Drezna, Karola Poletyłły, brata Tytusowej Woyciechowskiej, oraz jeszcze paru ziomków, młodszych i starszych. Oto co o tych różnych wizytach i odwiedzinach pisał 24 grudnia do swoich: "Klengel z Drezna jest tu i pani Niesiołowska. Był u mnie; obiecałem mu być u niej. Może o tym głośno nie trzeba... Brat Tytusowej był tu; zdrowszy, pojechał do Włoch. Dużo mi o Tytusie mówił; bardzo go pokochałem. Uściskajcie Tytusa... Wujaszek pani Fryderykowej odwiedził mię w tych czasach. Bardzo godny i kochany, odmłodniał, gra na skrzypcach, jak mówi, jak za młodych czasów i nie kaszle. Czerstwy, miły, dowcipny; prosto, ślicznie się trzyma, peruki nie nosi, tylko piękne swoje
— 40 —