silnie zabarwiony kabotynizmem. Że tak było, dowodziły jego poufne listy do rodziny i przyjaciół, w których ile razy wspominał o Liszcie, zawsze czynił to z przekąsem. W sposób ironiczny, drwiący. Oto na przykład co o nim pisał przed dwoma miesiącami: "Pani Viardot już nad Ren pojechała, gdzie ją Meyerbeer imieniem króla pruskiego zaprosił, jako też Liszta, Vieuxtemps'a itd. [...] Liszt sobie każe krzyczeć er lebe! w Bonn, gdzie Beethovenowi stawiają pomnik". Innym razem, w liście do Fontany, tak pisał Chopin o swym rywalu: "Liszta artykuł z koncertem na katedrę kolońską bardzo mnie zabawił: i 15000 ludzi porachowanych, i prezydent, i wiceprezydent, i sekretarz towarzystwa filharmonicznego, i owa kalesza (wiesz, jakie tam fiakry), i ów port, i ów statek! Będzie on jeszcze kiedyś deputowanym, może nawet królem w Abisynii albo w Kongo; ale co się motywów z jego kompozycji tyczy, będą one spoczywać w dziennikach razem z owymi dwoma tomami poezji niemieckiej". Mimo to gdy Liszt teraz bawił w Paryżu, Chopin nie stronił od niego, a nawet z nim spędził niejeden miły wieczór, co mu przychodziło tym łatwiej, że nigdy nie potrzebował robić pierwszego kroku, bo tę rolę zawsze brał Liszt na siebie: nie on szukał Liszta, lecz Liszt szukał jego. Gdyby miało być
— 38 —