spokojnie" .
Ale pomimo tak kategorycznego zaprzeczenia Chopina nie wszystko w tych "złych pogłoskach" było bez żadnego podobieństwa do niczego. Owszem, jak w każdej pogłosce, tak i w tej była znaczna część prawdy; albowiem nie ulegało wątpliwości, że od niejakiego czasu - od wejścia Augustyny pod dach domu pani Sand - zaczęły się wytwarzać jakieś przykre dysonanse w jej pożyciu z Chopinem. Nie znaczyło to przecież, ażeby przychodziło do jakichś sprzeczek lub nieporozumień pomiędzy nimi. To było wykluczone zupełnie, ile że Chopin zawsze się odznaczał najwyższą delikatnością w postępowaniu z panią Sand, nawet wtedy gdy nie był jej zdania, gdy miał odmienne zapatrywanie w jakiejś kwestii. Tylko że tych kwestii, w których byli odmiennego zdania, z każdym dniem mnożyło się coraz więcej. Swoją drogą, choć oboje nie kryli się ze swymi przekonaniami, nigdy nie dyskutowali ze sobą, nigdy nie starali się przekonywać się wzajemnie, ale pozostawali przy swoich opiniach, co jednak już samo w sobie było pewnym rozdźwiękiem. Toteż do sporów nigdy nie przychodziło między nimi, o czym pani Sand tak pisze w swych pamiętnikach: "Przyjmowałam życie Chopina takim,
— 24 —