jak u siebie, gdy znowu, jak już i paru poprzednich lat, począwszy od roku 1842, odkąd pani Delfina w Paryżu osiadła na stałe, mógł się zaliczać do jej najbliższych przyjaciół i wielbicieli, gdy znowu był pod urokiem pięknej, choć już i leciwej hrabiny. Od czasu, gdy się skończyła jej pierwsza "przyjaźń" z Chopinem, pani Delfina zdążyła się wsławić jako Beatrice Zygmunta Krasińskiego, którego Chopin teraz, już żonatego z panną Branicką, co pewien czas spotykał w salonie pani Potockiej, ale ta poetyczna sława nie oziębiła bezgranicznego uwielbienia, jakie twórca dedykowanego jej Koncertu i-moll zawsze żywił dla niej. Że to uwielbienie ani trochę nie ostygło od czasu owej dedykacji, tego dał Chopin dowód wymowny, kiedy napisanego w tych czasach Walca Des-dur znów dedykował a Madame la Comtesse Delphine Potocka. O walcu tym, jednym z najpiękniejszych Chopina, istnieje legenda, że go Chopin skomponował pod wrażeniem zabawnej sceny z pieskiem pani Delfiny, kręcącym się w kółko, w pogoni za własnym ogonem. Podobno Chopin przypatrywał się temu, siedząc i gruchając z panią Delfina, co właśnie wyraża namiętna i rzewna część środkowa Walca Des-dur, brzmiąca jak płomienne wyznanie miłosne, wyznanie,
— 104 —