tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który niezbyt tam prawdę odwikła. A aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną z przyprawionymi nosami, różowane z poobcinanymi nogami abo na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą.
Tak lekko spoglądał na nie właśnie Chopin. Niezależnie od tego jednak, że Nowakowski okazał się takim "cymbałem", miał mu Chopin wiele przyjemnych chwil do zawdzięczenia, albowiem cokolwiek mógł mu zarzucić, zawsze w nim widział dawnego przyjaciela jeszcze z czasów warszawskich. Jakoż dzięki Nowakowskiemu, z którym razem chodził do teatrów i na koncerty, z którym w ogóle dużo przebywał razem, mało odczuwał nieobecność pani Sand, która głównie zatrzymywana przez dzieci, wciąż przebywała w Nohant, ani myśląc wracać do Paryża. W zwykłych warunkach Chopin niewątpliwie czułby się osamotniony, ale tym razem, mając towarzystwo Nowakowskiego, doskonale sobie dawał radę, a nawet czuł się. swobodniejszym.
Cóż dopiero, gdy przyjechała pani Delfina Potocka, gdy w jej domu przy rue des Mathurins znowu mógł się czuć
— 103 —