ukazanie się jej chłód jakiś na całe towarzystwo rzucało. Kobiety wielkiego świata nie cierpiały tej, do której wysokości wznieść się nie umiejąc, nie znajdowały dla niej innego nazwiska, jak emancypantka, basbleu, że pominiemy nazwy daleko bardziej krzywdzące, a odnoszące się do sposobu jej życia. Męskie zawiści nigdy kobiecym nie wyrównują, toteż i George Sand odpłacała swym rywalkom miarką, a lubo z natury i wychowania grzeczną być umiała, jednak wchodząc nieraz do salonu, a widząc Chopina otoczonego wieńcami tych kwiatów żywych, wpadała w gniew jakiś niepohamowany i na prawo i lewo rozrzucała złośliwe, jadowite pociski. Naturalnie w wypadkach takich zaraz cała swoboda towarzyska znikała, na jej miejsce zapanowywał przymus, a Chopin, który z mlekiem wyssał instynkta polskiej gościnności, drżał cały z uniesienia i gniewu. Czy ze strony Aurory Dudevant była to zazdrość? Trudno przypuszczać. Ale po każdym takim przejściu następowały wymówki, gniewy, żale i łzy, i wszystko znowu, jak dawniej, na zgodzie się kończyło na to tylko, aby przy zdarzonej sposobności recydywa była tym gwałtowniejszą. W Paryżu także działały destruktywne wpływy, na jakie w Nohant kochankowie nie byli narażeni,
— 67 —