1847", "może najboleśniejszemu w jej życiu", dała pani Sand w poufnym liście z dnia 9 sierpnia do swego serdecznego przyjaciela Poncy'ego, któremu tak skarżyła się na swój los :
Nie byłam zabobonna, a jeśli stałam się nią w tych czasach, to dzięki nieszczęściom, które mię od dwu lat prześladują. Wszelkie możliwe zgryzoty spadły na mnie w jakimś fatalnym szeregu; moje najczystsze intencje okazały się zgubne w skutkach zarówno dla mnie, jak dla tych, których kocham, moje najlepsze czynności zostały potępione przez ludzi, a ukarane przez niebo niczym zbrodnie. A czy myślisz, żem już dobiegła kresu? Bynajmniej. Wszystko, com ci opowiedziała dotychczas, jest niczym, i od czasu mego ostatniego listu wyczerpałam aż do dna wszystko, co w kielichu życia jest rozpaczliwego. A wszystko to tak jest gorzkie i niesłychane, że po prostu mówić o tym nie mogę, a przynajmniej nie mogę o tym pisać, bo już to samo zbyt wielką sprawiałoby mi przykrość. Powiem Ci o tym w kilku słowach, gdy się zobaczymy. Ale jeśli do tego czasu odzyskam nawet zdrowie i odwagę, to i tak wydam Ci się chora, postarzała, smutna i jakby pomieszana. To jest także powodem, że nie
— 58 —