skończyła ich przyjaźń, ich pożycie wspólne, że ten, którego jednak kochała jeszcze, widocznie już nie kochał jej wcale. To ją bolało, to jej odejmowało spokój, to ją wytrącało z równowagi. Zbyt wiele ciosów od razu uderzyło w jej stroskane serce; po przejściach z Solange, obok zmartwień z powodu niedoszłego małżeństwa Augustyny z Rousseau, jeszcze to zerwanie z Chopinem. Stanowczo było tego za wiele jak na jedną samotną duszę kobiecą, zranioną w swych najdroższych, najserdeczniejszych uczuciach. Ze tak było istotnie, dowodem dwa listy pani Sand, pisane w tych czasach, w drugiej połowie 1847 roku, do Karola Poncy'ego, tudzież jej list do słynnego rewolucjonisty, Józefa Mazziniego.
W liście tym, datowanym 28 lipca z Nohant, pisała pani Sand: "Ten rok 1847, najbardziej obfitujący we wzruszenia i może najboleśniejszy pod wieloma względami w moim życiu, przyniesie mi przynajmniej to pocieszenie, abym Pana mogła zobaczyć i poznać. Nie śmiem temu wierzyć, tak mię nieszczęście prześladowało nieustannie". Ale najsilniejszy wyraz temu "nieszczęściu", które ją tak "prześladowało" w ciągu tego "fatalnego dla niej roku
— 57 —