fizycznie, lato spędzone na wsi, na świeżym powietrzu, w ciszy i spokoju, znów by go postawiło na nogi, wzmocniło jego zwątlone siły, a przy tym nie byłby narażony na tę wyczerpującą walkę wewnętrzną, na którą się wystawił od chwili, gdy poróżnił się z panią Sand. Będąc z nią razem, przy jej boku, miałby możność załagodzenia wszystkiego, czym by może wyświadczył dobrodziejstwo nie tylko sobie, ale i Clésingerom. Odrobina oportunizmu, jak w danym wypadku, byłaby zbawienną dla obu stron, a przede wszystkim dla niego. Wiedział wprawdzie, że dzięki Maurycemu i Augustynie on nie był "elementem spokoju", ale to było zło konieczne, które z pewnością nie uprzyjemniało pobytu w Nohant, lecz było mniej szkodliwe dla zdrowia niż lato spędzone wśród rozpalonych murów Paryża. Nie da się zaprzeczyć, że te letnie miesiące 1847 roku spędzone w Paryżu, a więc w najgorszych warunkach zdrowotnych, musiały przyśpieszyć rozwój choroby Chopina, którą nosił w sobie, która go trapiła od lat, a której rozwój powstrzymywały kilkumiesięczne pobyty w Nohant, w doskonałych warunkach klimatycznych. Chopin jednak, który w tym razie pod wpływem chwilowego uniesienia całą sprawę postawił na ostrzu noża, wolał nie pojechać do
— 54 —