w sytuacji, wiedząc z góry, że tym odłożeniem ślubu łudzono zacnego młodzieńca, a w gruncie rzeczy już wszyscy byli zdecydowani, że Solange wyjdzie za Clésingera. "Solange jeszcze nie idzie za mąż - pisał Chopin w marcu do Warszawy - i kiedy dla kontraktów tutaj się zjechali, odechciało jej się; ja tego żałuję i chłopca mi żal, bo bardzo godny i zakochany, ależ lepiej, że przed ślubem jak po ślubie to się stało. Niby to odłożone, ale ja wiem, co się święci." Że Chopin widział trafnie, dowodził cały sposób postępowania pani Sand, która nic w zasadzie nie mając przeciwko Clésingerowi, zamiast słuchać życzliwych rad Chopina, który "jak mógł tak bronił od tego mariażu", rozpoczęła zasięganie informacji o Clésingerze jako o człowieku i charakterze. Rezultat, który dała ta formalna ankieta, w ogóle wypadł na korzyść utalentowanego rzeźbiarza; a choć znaleźli się i tacy, którzy go określali jako zwykłego nicponia, niegodnego nawet wisieć, to jednak podobna opinia była odosobniona, a tym mniej należało brać ją w rachubę, że i samo źródło okazało się dość mętne. Na ogół to, co pani Sand dowiedziała się o Clésingerze, brzmiało pochlebnie. Jeżeli się łobuzował, nim został sławnym,
— 5 —