ukłonić pani!" Ale Rousseau nie ukłonił się mimo to. Wtedy Clésinger wymierzył mu policzek. Trzeba wypadku, że stało się to w oczach pani Sand, która właśnie znalazła się na schodach. Widząc, co się stało, nie namyślając się wiele, spoliczkowała Clésingera. Te dwa policzki rozstrzygnęły o sytuacji; tego samego dnia pani Sand wymówiła swój dom Clésingerom, w każdym razie Clésingerowi, a Solange oświadczyła matce, że noga jej więcej nie postanie w Nohant. Ale ponieważ była cierpiąca i brzemienna, więc zażądała powozu Chopina dla odbycia drogi do Paryża. Pani Sand jednak, nie chcąc się rozporządzać cudzą własnością, nie uwzględniła tego życzenia córki, odmówiła bezwarunkowo.
Te dwa policzki rozstrzygnęły i o losie Augustyny. Rousseau bowiem, przestraszony awanturami tego rodzaju, delikatnie wycofał się ze szranków, rezygnując, ku wielkiemu zmartwieniu pani Sand, z projektowanego mariażu. Jakoż wypadało pomyśleć o nowym oblubieńcu dla "kuzynki", tym bardziej że Maurycy, na którego "kalkulowała", miał jej dosyć.
Tymczasem Solange wysłała z La Châtre następujący
— 46 —