ranę, wrócą spokojność wyobraźni, wspomnieniom sprawiedliwe uznanie". W tym przekonaniu przyspieszyła swój wyjazd, rozumiała bowiem, że zostając dłużej, wobec naprężonego stosunku Maurycego i Chopina tylko by pogorszyła sytuację. Że zaś, jak mniemała, nie była to sytuacja bez wyjścia, więc należało dążyć do załagodzenia chwilowych rozgoryczeń, na które czas był najlepszym lekarstwem. Dlatego dołożyła wszelkich starań, by nie zrywać przeciągniętej struny, owszem, by osłabić jej nadmierne napięcie. Że tego dopięła ostatecznie, najlepszy dowód, że pomimo owych "scen" i "bataliów", które tak nadwerężyły jej harmonijne pożycie z Chopinem, gdy wyjeżdżała - powozem Chopina - z Paryża, rozstali się przyjaźnie, a nawet przyrzekli sobie pisywać tak często, jak dotychczas. Jakoż już w cztery dni po wyjeździe pani Sand, pisząc dnia 6 kwietnia do swoich, donosił im Chopin: "Miałem już wczoraj list ze wsi, że zdrowi i weseli, tylko deszcz mają, tak jak my tutaj". Znaczyło to, że pani Sand, ledwo stanęła w Nohant, zaraz napisała do Chopina.
II
— 16 —