lepiej pielęgnowana, bo Maurycy chciał. Ile razy ojciec chciał ją odebrać, nie dali, bo Maurycy chciał. Matkę jej uważano za wariatkę, bo jej matka wyraźnie rzeczy widziała, ale i ojciec nareszcie zobaczył. Więc z tej dziewczyny pani Sand zrobiła une victime, która niby była prześladowana przez rodziców własnych. Solange to widziała wszystko, a więc żenowała. Maurycy potrzebował owego Lamberta, żeby go zasłaniał przed Solanżą i sługami. Borie potrzebował Augustyny, żeby go zasłaniała przed Solanżą i Maurycym. Maurycy potrzebował Boriego, żeby się w mieście wydawało, że się Borie do Augustyny bierze. Matce niewygodnie z córką było, która widziała na nieszczęście wszystko, co się święciło; stąd kłamstwa, wstyd i reszta". Nawiasem mówiąc, owe "własne listy" pani Sand, o których pisze Chopin, były apokryfami podrobionymi tendencyjnie w celu politycznego skompromitowania pani Sand. O tym Chopin nie mógł wiedzieć, a przynajmniej nie wiedział. Nie dziw więc, że całą sprawę widział w znacznie gorszym i brzydszym świetle, aniżeli miało się istotnie. Nie wszystko bowiem, co mu się wydawało "prawdą", było nią naprawdę.
— 130 —