męża Pani. Jest on zdrów, pełen odwagi i nadziei. Wczoraj i onegdaj widziałem go pracującego nad posągiem Wolności; dziś go właśnie skończył, a wszystkie paryskie Thoresy są zachwycone. Jutro figura zostanie przeniesioną do ratusza. Marrast jest merem Paryża (czyli że p. Bascans będzie się mógł na co przydać). Mąż Pani zna p. Caussidiere stojącego na czele policji i który każe gwardii narodowej eskortować posąg. Prosił mię, bym powiedział Pani, że ma on dziś za wiele bieganiny, ażeby móc pisać do Pani, i że napisze jutro po przeniesieniu figury, co ma nastąpić o 7. Niechże więc Pani nie niepokoi się o jego zdrowie. Jak Pani widzi, robi on co może i nie zbywa mu na odwadze. Toteż troszcz się Pani o swoje zdrowie przede wszystkim, ażeby rozłąka stała się tym znośniejszą dla Was obojga. Spokoju więc, przez litość, spokoju! Dzięki pieczołowitości ojca Pani i Lucyny (którą zawsze uważałem za poczciwą i bardzo do Pani przywiązaną) odzyskasz Pani zdrowie i staniesz się zdolną do nowego szczęścia.
Mówiono mi, że matka Pani już opuściła Paryż. Nie widziałem jej od czasu owego spotkania u pani Marliani.
— 121 —