zawziętym, gdy ona chciała wytłumaczyć się przed nim, kto wie, jakby obróciło się wszystko, czy wszystko nie skończyłoby się dobrze, czy, krótko mówiąc, nie przedłużyłoby to życia Chopinowi. Bo nie ulega wątpliwości, że gdyby się pogodził z panią Sand, co było jej najgorętszym pragnieniem, nie dałaby mu siedzieć w zrewolucjonowanym Paryżu, w atmosferze, która nań wpływała najgorzej, ale byłaby go zabrała z sobą do Nohant, tam zaś w spokoju, na świeżym powietrzu, szybko odzyskałby to, co stracił przez zeszłoroczne spędzenie lata w zaduchu paryskim, a przede wszystkim pogodzony z panią Sand, której kochać nie przestał, odzyskałby równowagę ducha i nerwów, straciłby powód do zgryzot i samoudręczeń moralnych, które w stopniu gorszym jeszcze niż duszne powietrze paryskie podkopywały zdrowie.
Gdyby byl pojechał do Nohant, szybko by się uspokoił nerwowo, bo wszystko to, co spowodowało jego chwilowe poróżnienie się z panią Sand, mianowicie jej zatarg z córką i zięciem, wyrównywało się z wolna; z chwilą zaś, gdy wkrótce miało przyjść do harmonii między panią Sand a Clésingerami, musiałaby zapanować
— 115 —