pierwszej zdarzonej sposobności oddać Solange z powrotem. Ten nagły przyjazd pani Sand w dniu 3 marca do Paryża spowodował jej przypadkowe spotkanie z Chopinem, spotkanie, które mogło nawiązać zerwane nici ich stosunku, a które jeśli skończyło się, niestety, na niczym, to nie z winy pani Sand, lecz z winy Chopina wyłącznie.
Spotkanie to, pamiętne w życiu obojga, nastąpiło dnia 4 marca w mieszkaniu pani Marliani.
Chopin w towarzystwie Combesa, tzw. Abisyńczyka, świeżo przybyłego z Maroka, właśnie wychodził od niej, gdy nagłe w drzwiach przedpokoju natknął się na panią Sand, która wchodziła w towarzystwie Lamberta. Spostrzegłszy ją, przywitał się z nią zwykłym bon jour, a gdy mu podała rękę, na co on nie cofnął swojej, zwrócił się do niej z zapytaniem, jak dawno miała ostatnie wiadomości od córki?
- Przed tygodniem - odrzekła na to pani Sand, której baczności nie uszło jednocześnie, że ręka Chopina była drżąca od wzruszenia i jak lód zimna.
— 110 —