wywołała zdeklarowana niechęć, którą Maurycy żywił do Chopina, niechęć granicząca z nienawiścią. Bo że Maurycy "nienawidził Chopina", to nie było tajemnicą nie tylko dla najbliższego otoczenia domowego, ale i dla dobrych znajomych pani Sand. Z drugiej strony nie było również tajemnicą, że Chopin w stosunkach towarzyskich, a zwłaszcza w pożyciu domowym, bardzo często bywał nerwowym, kapryśnym, nieznośnym po prostu. "Choroba, którą nosił w sobie, rozstrajała przeczulonego ducha. Możnaż żądać od artysty, i to artysty tej uczuciowej głębi i siły co Chopin, aby stale zachowywał pogodny i równy humor przeciętnego filistra?" Cóż dopiero gdy chodziło o stosunek do kogoś, kto mu działał na nerwy jak syn pani Sand, o którego nieżyczliwości wiedział aż nadto dobrze. Nie dziw więc, że złowrogi piorun, który miał ugodzić w gmach szczęścia Chopina, wypadł z tej chmury właśnie, nie z innej. Mniejsza o to, co dało powód - i kiedy - do takiego postawienia kwestii przez Maurycego, dość że któregoś dnia, po jednym z nielicznych przemówień się z Chopinem, oświadczył matce, żeby zdecydowała się na wybór pomiędzy nim a przyjacielem, bo stanowczo dla obu nie było dość miejsca
— 11 —