przechodził; przekonywał ich nawet, że przestał być wrażliwy na smutne niespodzianki ostatnich dwóch miesięcy, lecz nie był szczery, gdy na przykład w taki sposób zaczynał swój list z pierwszych dni lipca: "Z ostatniego listu [waszego] widzę, iż otrzaskaliście się z nieszczęściem. Wierzajcie, że i mnie lada co dotknąć już nie może. Nadzieja, droga nadzieja!" Mimo to zapewnienie sam coraz bardziej tracił nadzieję, a podlegając odrętwiającemu zwątpieniu, miewał chwile rozpaczy... "I w tej to zapewne epoce - jak powiada Kleczyński - powstało Scherzo h-moll opus 20 i owa burzliwa Etiuda c-moll, pełna armatnich strzałów, a do zbioru Etiud opus 25 zaliczona."
Tak minorowo nastrojony, zaczął w końcu przemyśliwać o wyjeździe z Wiednia. Nie miał tu co robić dłużej! Głęboko przeświadczony, że te siedem miesięcy przemieszkanych w stolicy Habsburgów śmiało może uważać za stracone, żałował, że tego czasu nie spędził gdzie indziej, że od razu nie pojechał dalej. Do Wiednia miał wyraźny żal, tak dalece, że rozgoryczony do niego, zaczął mieć wstręt do wszystkiego, co wiedeńskie. "Często na ulicy biegam za
— 346 —
Polecamy: