"Kurierze Warszawskim" Dmuszewski, myśląc, że tym Chopinowi prawdziwie przyjacielską wyrządzi przysługę. Tymczasem Fryderyk wcale tak z tego uradowany nie był, jakby się to na pozór zdawać mogło. Oto co w sprawie tego sonetu pisał do Woyciechowskiego: "Redaktor "Kuriera Warszawskiego", Dmuszewski, zawsze ten sam: komponuje sobie rozmaite awantury i takowe drukuje. Wczoraj go spotkałem i pocieszną nowinę mi powiedział, że jakiś Sonet do mnie w "Kurierze" umieści. Prosiłem go na miłość boską, żeby tego głupstwa nie robił. "Już wydrukowany!" - odpowiedział z uśmiechem myśląc, żem się zapewne radować powinien z zaszczytu, jaki mnie spotkał. Oj, te przyjacielskie przysługi! Znowu będą mieli pole do szydzenia ci, którym zawiniłem... Już nie chcę czytać, co ludzie o mnie piszą, ani słuchać, co gadają".
Tymczasem pisano o nim ciągle, on zaś, choć zarzekał się niby, że już nic z tego, co o jego osobie i koncertach piszą w gazetach, czytać nie będze, czytał wszystko, a nawet go te "nowości .muzyczno-gazetowe" niemało obchodziły, zwłaszcza że, jak sam przyznawał, wszystkie nań wydawały "łaskawe wyroki". Nawet je chciał posłać Woyciechowskiemu!
— 162 —