mają szanować najszlachetniejszą część płodów muzycznych: melodię; jak ją połączyć z oryginalnością własnych pomysłów; jak ją w całym dziele utrzymać; jak nie brać pasażów za muzykę?... Porównanie artysty z Mozartem szczególniej mnie uderza w recenzji pana J. C. Jest to najpewniejszy sposób cofnienia talentu, który by tak przesadzonej pochwale zawierzył. Mozart nie ma dziś w Europie godnego sie Die rywala; wyznać to trzeba z żalem dla sztuki
Pragnę, wierzę nawet, że pan Chopin może dojść z czasem tego wysokiego stopnia: wstęp jego jest rękojmią daleko świetniejszej przyszłości; nie zatrzyma się w swoim zawodzie: doskonalić będzie swój talent; sam pozna, czego mu nie dostaje; i czas na ostatek wyznaczy mu miejsce, do którego całą siłą dążyć powinien; lecz żeby to już miało nastąpić, on sam nie zgodzi się pewnie z wyrokiem recenzenta... Słysząc twierdzenie p. J. C, ż e nowi włoscy kompozytorowie mają już obszerne pole do pisania oper z pomysłów pana Chopin, miałbym szczerą chęć wyzwać recenzenta, aby jeżeli jest muzykiem, chciał to sprawdzić własnym przykładem i dał nam z tego źródła już nie całą operę, ale jedną arię
— 157 —