świetnie, rozpoczął. Recenzent nie zna granicy w szumności swoich wyrażeń. "Dzieła - mówi - prawdziwie wielkie mają to w sobie, że wszystkich zachwycać muszą." Przecież i dzieła Mozarta nie przestają być dlatego wielkimi, chociaż może dziś wystawione na scenie nie zachwyciłyby wszystkich, i nawzajem żywe upodobanie widzów, jakie towarzyszy pierwszemu występowi nowego artysty, jeszcze nie mieści jego usiłowań w rzędzie dzieł wielkich. "Skromna recenzja" o pierwszym koncercie, umieszczona w "Dzienniku Powszechnym", pięknie odpowiada skromności p. Chopina, temu przymiotowi, co dając nam wiele, więcej obiecuje. Chcemyż mu wydzierać tę najcelniejszą ozdobę talentu? Ile znam zacnego młodzieńca, śmiało ufam, że go przesada pochwał nie skazi. Pan J. C. nie cierpi tej "skromnej recenzji", nie jest ona, mówi, "dla Polaka dostateczną". Ale cóż mam myśleć o krytyku, który winszuje p. Chopin, że się nie dostał w ręce jakiego rossinisty, co by zepsuł jego geniusz wyniosły? Głos całej Europy, mieszczący Rossiniego w rzędzie pierwszych twórców melodii, jestże mylnym? Nie, należałoby raczej życzyć wszystkim młodym kompozytorom, aby się pilnie wpatrywali w dzieła tego mistrza i uczyli się z nich, jak
— 156 —