tematów mazurki i galopy porobił, których atoli prosiłem, żeby nie drukował". Ale już w kilka dni potem wypadło Chopinowi wiadomość tę uzupełnić w ten sposób: "Co się tyczy mazurków z moich tematów, kupiecka chęć zysków przemogła". Tenże Brzezina równocześnie z wydaniem owych transkrypcji Orłowskiego chciał wydać portret Chopina i niechybnie byłby to uczynił, gdyby nie fatalna, a całkiem nieprzewidziana opozycja ze strony Fryderyka, który przeciwko temu stanowczo zaprotestował. "Już tego nie mogłem pozwolić, boby za wiele było naraz, i nie mam ochoty, żeby we mnie masło obwijano, jak to się z portretem Lelewela stało."
Ale jak nie ma róży bez kolców, tak i te koncerty, o ile mu z jednej strony przyniosły tak wielkie zadowolenie, o tyle z drugiej stały się także przyczyną różnych mniejszych lub większych dysonansów i przykrości. Zaraz znaleźli się tacy, co wystąpili z rozmaitymi pretensjami. "Jeżeli kiedy, to teraz czuję, że jeszcze się ten nie urodził, co by wszystkim dogodził. Dobrzyński się na mnie kwasi, żem jego Symionii nie wziął; pani Wolicka się gniewała, żem jej loży nie zatrzymał, itp."
— 144 —