częstować, ów Francuz z Petersburga, co go za Fielda miano, jest to jeden z uczniów konserwatorium paryskiego. Zowie się Dunst. Dawał on koncerta w Petersburgu i wiodły mu się dobrze; musi więc grać niepospolicie. Dziwno ci pewno, że Francuz z Petersburga i niemieckie nosi nazwisko".
Bądź co bądź i tak gwałtowna chęć ze strony obcego artysty, by młodego koncertanta uczcić szampanem, była jednym z dowodów uwielbienia, jakie grą swoją wzbudził. Dowodów takich odbierał on mnóstwo na każdym kroku. Zaraz po koncercie przysłał mu ktoś do domu ogromny bukiet świeżych kwiatów (co, zważywszy zimową porę, było o tyle wymowniejszym symbolem zachwytu), a jednocześnie dowiedział się, że jakiś poeta napisał wiersz pod wrażeniem jego gry. Co gorsza, to że natychmiast znaleźli się tacy, którzy z tematów jego Koncertu układać zaczęli mazury i walce, a Brzezina wcale się nie ociągał z ich wydaniem: zrazu miał pewne skrupuły, ponieważ Chopin okazał się temu stanowczo przeciwny, w końcu jednak wydrukował je wbrew jego woli. W kwestii tej pisał Chopin do Woyciechowskiego: "A propos, do smutniejszych nowin należy ta, że Orłowski z moich
— 143 —