się jeden: "Na ratuszu!" tak głośno, żem sam na scenie słyszał. Ale wątpię, żebym go usłuchał, bo jeśli dam, to pewnie znów w teatrze. Zresztą przed świętami mam nadzieję skończyć pierwsze Allegro drugiego Koncertu, a zatem zaczekam, aż po świętach, chociaż wiem, że i teraz jeszcze więcej mógłbym mieć słuchaczów, bo cały wielki świat mało mnie słyszał. Nie idzie mi o dochód, bo i w teatrze niewiele mi przyniósł, ponieważ kasjer robił, co chciał, gdyż jemu się wszystko zdało. Z obu koncertów, odtrąciwszy koszta, nie było 5000 złotych, lubo redaktor "Kuriera Warszawskiego Dmuszewski wspomniał, że fortepianowego koncertu nie było jeszcze tak licznego, jak pierwszy, a tym bardziej drugi. Lecz idzie mi o to, że w ratuszu nie z mniejszym ambarasem, niewiele większym efektem grałbym także nie dla wszystkich". Na drugim koncercie obecny był między innymi muzykami także i niejaki Dunst, przejazdem bawiący w Warszawie. Zachwycony grą Chopina, zapoznawszy się z nim, koniecznie go szampanem poczęstować pragnął. O epizodzie tym, zabawnym przez to głównie, że owego Dunsta przez chwilę miano za Fielda, pisał Chopin w kilka dni później do Woyciechowskiego: "Ten co mię na drugim koncercie szampanem koniecznie chciał
— 142 —