I
Zasypywany wciąż pochwałami i wyrazami zachwytu z powodu swej mistrzowskiej, jedynej w swoim rodzaju gry na fortepianie, a marzący już o szerszej arenie artystycznych popisów, nieraz, w poufnych rozmowach z najbliższymi sobie, zwierzał się im Chopin z wątpliwościami swymi co do istotnej rzetelności tego "geniuszu muzycznego", jakim go okrzyknięto w Warszawie. "Cóż z tego - mawiał w takich razach - że mię tu chwalą, ale co na to powiedzą w Wiedniu albo w Paryżu?" Na szczęście nikt nie podzielał tych jego wątpliwości, a pierwszym, który go teraz, po ukończeniu przezeń Szkoły Głównej Muzyki, do wyjazdu za granicę i spróbowania tam sił swoich zachęcał, był Elsner. "Jedź w świat - mówił do niego - tam się na tobie poznają, wielka cię czeka przyszłość muzykalna". Chopin jednak, bardziej pesymistycznie zapatrując się na niezwykłość swego talentu, wzruszał na te namowy i przepowiednie ramionami, myśląc sobie, a nawet wobec niektórych przyjaciół mówiąc o tym głośno: "Ech,
— 1 —