swych cierpieniach, powtarzał jakby w ekstazie:
- Jakże to piękne, ach! jak piękne!
Gdy zaś pani Potocka, skończywszy śpiewać, odstąpiła od fortepianu, jemu było mało tych pieśni.
- Jeszcze, jeszcze! - powtarzał błagalnie.
Ta artystyczna uczta, choć wzruszająca dla otoczenia, wcale nie zmęczyła Chopina, przeciwnie, jakby go pokrzepiła chwilowo, tak że aż do wieczora czuł się nieźle.
Za to wieczorem przyszło raptowne pogorszenie. Chory dostał chrypki sprowadzającej prawie całkowitą utratę głosu; nadto dawał się zauważyć zanik przytomności; cierpiąc okropnie, Fryderyk zdawał się nie poznawać tych nawet, co go otaczali. Każdej chwili spodziewano się katastrofy. I tak przeszła cała noc, najgorsza ze wszystkich dotychczasowych.
— 94 —
Polecamy: