czubków głowa. Żart na stronę: dobry bardzo, może konsultacyjny doktór jak np. Koreff, ałe suity w głowie nie ma". Niewiele lepiej sądził i o doktorach Louisie, Rothcie et consortes, których także wzywał raz po raz, a po to najczęściej, by nie stosować się do ich przepisów. Oto co raz pisał o nich do Solange, w liście z dnia 30 stycznia 1849, wkrótce po śmierci doktora Molin, po którego stracie jeszcze się nie zdołał pocieszyć: "Pogodę mamy tu iście marcową, toteż po dziesięć razy dziennie leżę w łóżku. Jedyny Molin posiadał tajemnicę dźwigania mię. Widziałem od tego czasu, w ciągu dwóch miesięcy, dra Louisa, dra Rötha, a teraz odwiedza mnie Mr Simon, wielka znakomitość między homeopatami; błądzą oni jednak po omacku i nic mi nie pomagają. Za to wszyscy są zgodni na punkcie zmiany klimatu, spokoju i wypoczynku. Jeżeli o spokój chodzi, to będę go miał pewnego pięknego poranku bez ich pomocy". Tymczasem mógł skonstatować tylko ten fakt, że o ile mu nie przynosili żadnej ulgi, o tyle sobie za to drogo kazali płacić. "W tej chwili - pisał Chopin w kwietniu do Solange - leczy mię czterech doktorów; biorą oni po 10 fr. za wizytę, przychodzą czasami po dwa razy dziennie, a rezultat jest ten, że niewiele mi lepiej." Pomimo że rano
— 3 —