uskuteczniona w pierwszej połowie maja. Drogę odbyto morzem, na okręcie, a że pogoda była cudowna, więc nikt nie cierpiał z powodu morskiej choroby. Chopin przez cały czas czuł się doskonale. Tak samo było w Genui, gdzie zabawiono kilka dni, zwiedzając wszystko, co było godne widzenia, zachwycając się cudownym położeniem, pysznymi pałacami z tarasami nad morzem, wspaniałymi ogrodami pełnymi palm i cyprysów, znakomitymi obrazami i rzeźbami. Chopinowi szczególniej się podobał pałac noszący nazwisko Krzysztofa Kolumba, z pamiątkami po nim, wrażeniami zaś odniesionymi w tym rodzinnym mieście wielkiego żeglarza nieomieszkał podzielić się w liście do rodziny, który stąd wysłał do Warszawy. Wrażenia te, tym milsze i romantyczniejsze, że z nimi w nierozłączonej parze szły i romansowe nastroje, rozmarzające zakochanego Chopina, łatwo by się przeobraziły w nader poetyczne wspomnienie - wspomnienie wspólnych przechadzek po włoskiej ziemi w towarzystwie czarnobrewej kochanki - gdyby nie fatalny powrót, który popsuł wszystko, a bardzo zaszkodził Chopinowi. Po wypłynięciu z genueńskiego portu, ledwo okręt znalazł się na pełnym morzu, przyszła burza, która sprawiła, że na to, by dopłynąć do Marsyłi, potrzebowano nie dwudziestu
— 158 —
Polecamy: